Potrzebował odpowiedzi. Brakowało jakichkolwiek wyjaśnień. Czegokolwiek konkretnego, na czym mógłby oprzeć, budować swoje jestestwo.
To samo okno, przez które wygląda co poranek za stałym latającym bywalcem, który jakby przeprowadzał zwiad w poszukiwaniu pożywienia – dziś prezentowało o wiele mniej leniwy obraz. Choć do jego pokoju dopiero wdzierały się pierwsze promienie słońca – przed drzwiami ośrodka, po podniszczonym chodniku, w jednym kierunku kierowały się tłumy jego rówieśników.
Jak do tej pory nikomu nie udało się wyjaśnić dlaczego to właśnie drugiego lipca równo o 12 w południe rokrocznie następowały Zesłania. No, pomijając lata przestępne – one niosły ze sobą zmianę w tym zakresie. Przesuwały bowiem o 12 godzin wstecz nieuchronną przemianę – w niewyjaśniony sposób ustawiając czas „przestępnego” Zesłania równo na godzinę 00:00. Jedynym, co przez lata udało się ustalić Władającym Aspektami z kategorii Inteligencji, to oczywisty truizm – Zesłania mają miejsce dokładnie w połowie danego roku, według kalendarza gregoriańskiego.
Zesłania Aspektów dotyczyły jednocześnie praktycznie wyłącznie nastolatków, którzy w danym roku ukończyli lub mieli ukończyć osiemnasty rok życia. To jedyne powszechnie dostępne informacje o Zesłaniach – wydarzały się co roku, równo w jego połowie, obejmowały głównie rocznik osiemnastolatków.
Tajan urodził się drugiego lipca. To jedna z niewielu pewnych rzeczy, jakie wiedział o sobie. Nie było to, bynajmniej, zasługą jego nieobecnych rodziców. Nie byli oni bowiem skorzy zostawić nawet głupiej kartki zawierającej podstawowe dane o chłopcu z podrzuconego, wiklinowego koszyka. Tak niewiele, a zaoszczędziłoby mu zapewne konieczności wczesnej nauki czytania. Czytania koniecznego, jak się prędko okazało, by jak najszybciej był w stanie korzystać ze swojego Wglądu i poznać w ten sposób pierwsze fakty o sobie – tak przecież niepomijalne dla jednostki – swoje imię, czy datę urodzenia.
Cóż, naiwnym pewnie byłoby oczekiwać jakiejkolwiek troski od ludzi, którzy własne dziecko podrzucili pod drzwi jednego z najbiedniejszych ośrodków opiekuńczych w miasteczku. I nawet mimo usilnych starań opiekunki Rioli o przyspieszenie długoletniej, publicznej kolejki, czy też mimo późniejszych prób uruchomienia własnych kontaktów – żaden Władający Aspektem z działu Badań nie był chętny do charytatywnego przyjrzenia się Wiklinowi. Tak… właśnie takie przezwisko, zostało mu nadane w dzieciństwie – od wiklinowego kosza, w którym go podrzucono. Powstało naturalnie, z braku sensownych rozwiązań, bez przywiązania, z nadzieją na szybkie poznanie prawdziwego imienia. Pozostało ono jednak przy nim aż po dziś dzień.
Dzień, w którym się urodził. Dzień, w którym miał przyjąć Aspekt. W którym wszystko miało ulec zmianom.
Wytresowany trudami codzienności chłopiec zwykle nie doświadczał tak ulotnych i łatwych do obrócenia w pył emocji jak ekscytacja. Nie pozwalał sobie na takowe. Zdążył się już przekonać, że kierowanie uwagi na radość, trwanie w pozytywności okazuje się zazwyczaj, ostatecznie, bardzo kosztowne. Jak choćby wtedy, gdy poznał w końcu swoje imię i zbyt odważnie, w ich przekonaniu, akcentował je starszakom. Począwszy od lekkich docinek, a skończywszy na srogim łomocie – wszystko to wynikało ze szczęścia, jakie przyniosło mu poznanie swojej tożsamości. Takiej racjonalizacji, w każdym razie, musiał poddać się jego umysł, by przetrwać w otaczającym go, wymagającym świecie.
Jak najmniej emocji, czy to pozytywnych, czy to negatywnych. Nie zadzieraj nosa, nie chowaj głowy w piach. Nie żądaj dokładek, nie przymykaj oka na mniejsze porcje. Gdy jedni idą w prawo, a drudzy w lewo – Ty idź środkiem, tak by żadna strona nie czuła, że to Ty jesteś dla niej największym problemem.
Takie strategie, taktyki, taki sposób myślenia był zmuszony przyjąć, by dotrwać do 2 lipca 2027 roku. Do dzisiaj.
Dziś Tajan pozwalał sobie czuć ekscytację. A właściwie – nie był w stanie jej dłużej hamować. Nie potrafił już patrzeć na tłum rówieśników bezemocjonalnie. Dziś patrzył na niego z ulgą. Ulgą zbliżającej się wolności. Ulgą nadchodzących odpowiedzi.
Zesłanie przynosiło osiemnastolatkom więcej niż, tak istotny dla ich przyszłego życia, Aspekt. Poszerzało bowiem ich Wgląd. Tam, gdzie wcześniej widniała jedna hologramowa, niebieskawa tabela, jawiąca się przed mówiącym w myślach – nagle rozwijały się trzy, każda z możliwością dalszego rozwinięcia. Tam, gdzie wcześniej widniało tylko imię – pojawiało się nazwisko. Tam, gdzie wcześniej widoczna była data urodzenia – wyłaniała się również godzina. Dostępna stawała się rubryka nabytego Aspektu – z jego nazwą, charakterystyką, nabytymi umiejętnościami, bonusami do statystyk. Właśnie. Rubryka statystyk. Zwykle kolejna z opcji odblokowywanych podczas Zesłania. Ale w tym zakresie – Tajan okazał się niezwykły.
Albowiem sytuacja młodzieńca, do której ten się przed nikim nie przyznawał, wyglądała zgoła inaczej. Jego Wgląd doznał już częściowego rozbudowania. Wedle powszechnej, podręcznikowej wiedzy – przeważająca większość osób poznawała swoje bazowe statystyki dopiero po rozbudowie Wglądu podczas Zesłania. Zdarzały się w historii, co prawda, pojedyncze anomalie, w których ktoś, jeszcze przed wyczekiwaną przemianą, doznawał rozbudowy tajemniczego systemu wewnętrznego – o swoje nazwisko czy czas urodzenia. Tajan nigdy jednak nie słyszał o tym, by ktokolwiek uzyskał przedwcześnie dostęp do jednej z głównych funkcji pełnego Wglądu!
Standardowa wiedza o statystykach jest przekazywana uczniom już na poziomie szkoły podstawowej. Akcentowanie tego elementu od najwcześniejszych etapów edukacji miało przede wszystkim na celu nakłonić młodzież do konsekwentnej pracy nad sobą. Tak było i w przypadku młodzieńca. To właśnie na zajęciach usłyszał pierwszy raz o wymiernych liczbowo statystykach, które ukazują się przed każdym, kto uzyska pełny dostęp do Wglądu. Od najmłodszych lat trenował zatem ze zniecierpliwieniem, oczekując Zesłania, odległego wtedy jeszcze o lata. Wierzył w prezentowaną edukacyjną narrację, że ciężką pracą może zagwarantować sobie lepszy start, nawet pomimo oczywistych życiowych ograniczeń. I że właśnie ta, mityczna niemalże, ciężka praca powinna być nakierowana na rozwój sześciu głównych statystyk. I owszem, istniała także nieokreślona mnogość pobocznych, mniej lub bardziej istotnych, które pojawiały się lub nie w trakcie dorosłego życia człowieka, ale to właśnie te 6 głównych statystyk zdawały się być najważniejszymi.
Jak mantra w głowie stale krążył mu wykład szczególnie nudnej profesorki. Po latach dopiero uświadomił sobie, że zapewne tak jak i cała reszta nauczycieli – ona również została oddelegowana do nauki sierot za niewielkie kwoty. Sierot, które w większości, jak to dzieci bez nadzoru, nie były w najmniejszym stopniu zainteresowane nauką.
Tajan nie należał do tej większości. Choć wykład był niczym odczytany z kartki, to do tej pory pamięta swoje zdziwienie, kiedy usłyszał, że dzięki samym statystykom może doprowadzić swój organizm do nadludzkich zdolności.
Że przy wysokim poziomie Siły będzie w stanie przekroczyć to, co fizycznie osiągalne dla jego mięśni albo co najmniej w pełni wykorzystać swój potencjał. A jednocześnie – nieintuicyjnie – ktoś z wyższym poziomem Siły, nierzadko może być w stanie podnieść mniej, niż ktoś z jej niższym poziomem, ponieważ gęstość, ilość i struktura komórek w organizmie zależy od wartości Wytrzymałości. Między statystykami ukryte były zatem różne fascynujące jego młody umysł zależności, korelacje, powiązania.
Rozmyślanie nad tym dostarczało mu satysfakcji. Jak wtedy, kiedy wywnioskował, jeszcze na długo przed przekazaniem wiedzy przez belfra, ważną charakterystykę Zręczności. Zręczność wpływała na rozciągliwość, sprężystość i giętkość całego ciała, nawet na poziomie molekularnym. Jasną konkluzją było dla niego to, że musi więc wpływać również na refleks i odruchy. Komórki i zakończenia nerwowe, o których uczył się na lekcjach biologii też są przecież fragmentami ciała.
Jeszcze ciekawszymi były statystyki z drugiej grupy – statystyki systemowe.
Inteligencja, Szczęście, Intuicja. Inteligencja okazała się być nie tylko zdolnością rozwiązywania problemów, ale również wpływać na tempo procesowania, czy zależeć od pamięci danej osoby. Wartość Inteligencji – kiedyś zarezerwowana mylnie jedynie dla logików – mogła jednak wzrastać nawet od pracy nad budowaniem zgrabnych analogii, czyli pisania poezji. Jako młodzieniaszek dobrze odnajdujący się w zadaniach skoncentrowanych na rozbrajaniu złożonych systemów, z naiwną tendencją do prób strukturyzowania wszystkiego – Tajan nie pałał szczególną sympatią do frywolnych, rozległych znaczeniowo porównań. Ale nawet z tej pozycji musiał przyznać, że zdolność poetów do budowania takowych wymaga specyficznych umiejętności mentalnych.
Szczęście.. Szczęście natomiast było krótko opisywane. Z jednej strony trudne do rozwijania, z drugiej – wpływające na wszystko. No i niby tak trudne do zmiany – ale co bogatsi byli w stanie zaopatrzać się w odpowiednie artefakty i ekwipunek podnoszące istotnie tę statystykę. Cóż – to akurat częsta przypadłość tego świata – myślał wtedy.
Najbardziej jego uwagę przykuła jednak Intuicja. Definicyjnie – odpowiadała za podświadome lub nieświadome zdolności człowieka. Ale to jej historia i zmiana postrzegania wraz z upływem czasu, zrobiły na nim największe wrażenie. Dawniej bowiem – długo niezrozumiałe wydawało się tak istotne rozróżnienie tej statystyki od Inteligencji przez niezbadany dotychczas wystarczająco Wgląd. Wydawało się, że powinna ona być jednym z rozwidleń, statystyką poboczną, a nie osobną – statystyką główną.
Badania pokazały jednak z czasem wyjątkową korelację pomiędzy wysoką Intuicją a tendencją do doświadczania Ponownych Zesłań – rzadkiego zdarzenia, w którym dorosły człowiek nabywał kolejny Aspekt w dalszych latach życia. Istnieją nawet pojedyncze doniesienia o Trzecim i Czwartym Zesłaniu, jednak to ostatnie zostało potwierdzone oficjalnie jedynie w przypadku jednego Władającego.
Ta wiedza towarzyszyła młodzieńcowi przy każdym działaniu. Została w niego niejako wtłoczona. Większość swojego rozwoju, każdy swój trening odbywał z myślą o wartościach swoich statystyk. Powszechnie nauczano też bowiem, że mają one istotny wpływ na potencjał Aspektu otrzymanego podczas Zesłania, a także że wyższe statystyki podczas Zesłania przybliżają perspektywę szybszego i dalej sięgającego ich wzrostu w przyszłości. Choć poza naprawdę bogatymi rodzinami nikt tych statystyk u młodzieży nie weryfikował, to badania wskazywały na jasną korelację, a może i przyczynowość.
Wyobrażenia o wartościach posiadanych statystyk towarzyszyły Tajanowi również 2 lipca – jego urodziny. Piękna gwieździsta noc w lato 2024 roku. Chłopiec nie mógł zasnąć, pomimo kilkugodzinnej pracy wcześniej tego dnia nad matematyką oraz cowieczornej sesji kalisteniki. W bezsenne noce miał w zwyczaju zaglądać rozmarzony przez okno na zewnątrz. Spoglądał, uspokajając się w ten sposób, na wyraziste gwiazdy. Tym razem jedna z nich szczególnie zwróciła jego uwagę. Sprawiała bowiem wrażenie, jakby mieniła się różnymi kolorami. Skupiając w jej obrębie swój wzrok, młodzieniec zaczął dostrzegać, że cały świat wokoło zaczął nagle falować w barwach. Światło widzialne dokoła niego przechodziło przez całe spektrum istniejących kolorów.
Pod sam koniec nietuzinkowego doświadczenia zaczął odczuwać coś w rodzaju synestezji – kolory nabrały różnych tonacji – zaczęły wyraźnie wybrzmiewać niczym wibracje. A kiedy dźwięki zaczęły przybierać na sile do niepokojących poziomów – w moment wszystko zniknęło. Została tylko ciemność. Nie czerń, nie kolor – pustka. Czysta, nieopisywalna, a jednak doświadczona wówczas – pustka.
Z niemożliwej pustki wynurzył się niebieski obiekt, w kształcie niewielkiej kuli, który zaczął przemieszczać się w jego stronę… a przynajmniej w miejsce, z którego Tajan „patrzył”. „Patrzył”, bo jego ciało było niewidoczne, jakby nie istniało. Gdy obiekt zbliżył się i zaczął rozszerzać na całą obserwowalną przestrzeń – chłopiec otworzył oczy.
Leżał na podłodze swojego pokoju. Zagubiony – wezwał swój Wgląd – co było u niego już praktycznie wyuczonym schematem. Często reagował w ten sposób na stres, czy inne silne emocje. Prawdopodobnie znajdował oparcie w niedostępnej dawniej tożsamości. Możliwe, że był to, zrozumiały w jego sytuacji, mechanizm obronny, umożliwiający radzenie sobie z przeszłymi traumami.
Jego oczom ukazało się jednak coś, na co jego zdezorientowany umysł nie był przygotowany.
— Statystyki! – niemalże krzyknął wówczas na głos.
Nowa tabela pokazywała 5 z 6 głównych wartości: Siłę, Wytrzymałość, Zręczność, Inteligencję i Szczęście. Brakowało Intuicji.
Wartości u piętnastoletniego Tajana malowały się następująco:
● Siła: 3
● Wytrzymałość: 4
● Zręczność: 4
● Inteligencja: 6
● Szczęście: 20
Nie rozumiał tych wartości. Wydawały się irracjonalne. Średnie statystyki u przeciętnego, 25-letniego mężczyzny bez uwzględniania wszelkich bonusów czy wyjątkowych instancji treningowych, przyjmowało się podręcznikowo, jeśli chodzi o wartości, w okolicach od 5 do 6 punktów.
Owszem, wartości fizycznych statystyk były zrozumiałe – dostawał za dzieciaka często łomot, więc jego Wytrzymałość była wyższa niż dostępna Siła.
Treningowi poświęcał sporo czasu, lecz skupiał się na dynamice, zwinności, szybkości, z racji predyspozycji. Miał długie kończyny, krótszy, ale bardziej mobilny tułów niż inni – stąd również przewaga Zręczności nad Siłą.
Trenował solidnie, skrupulatnie, codziennie, więc fakt, że powoli zbliża się do wartości bazowych przeciętnych 25-latków nie był może niczym szczególnie wyjątkowym. Wynik znajdował się w zakresie możliwych efektów. Rzadkich efektów, bo niewielu tak intensywnie trenowało, ale te wartości nie zaprzeczały logicznym przewidywaniom.
To, co go zdziwiło to wartość Inteligencji. W wieku 15 lat, przekraczała ona wartości wspomnianych przeciętnych 25-latków. Owszem – robił co mógł, uczył się, rozmyślał, korzystał ze skromnych, dostępnych materiałów… ale miał naprawdę mocno ograniczony dostęp do edukacji. O wiele mniej zdziwiłaby go wartość bliska 2 czy nawet 1, aniżeli 6.
„Czy mam naturalne predyspozycje? Czy konieczność kombinowania ukształtowała pewne elementy mojej percepcji…? Czy podejście na zasadzie „złotego środka” przyniosło ten rezultat..?” – myślał, nie zauważając jednak, że już sama treść tych myśli była wystarczającym objawem takiej, a nie innej wartości.
Jednak tym, co go naprawdę uderzyło była ostatnia z pięciu wartości – wartość Szczęścia. 20 punktów. Bazowo, bez ekwipunku, bez bonusów, bez Aspektu. Rzadka, niewyobrażalna dla niego wcześniej liczba. Mniej zszokowałaby go taka wartość w atrybucie Siły. Bo niby gdzie, choć raz, się to Szczęście objawiło? To wyglądało jak błąd systemu.
I gdzie podziała się ta cholerna Intuicja? Na tę wartość czekał najbardziej, a ona nie została odblokowana. To ona wpływała na to, czy będzie miał szansę zostać kimś naprawdę wyjątkowym – Władającym więcej niż jednym Aspektem.
Już ci, którzy władali bowiem jednym solidnym, dobrze rozwiniętym Aspektem potrafili zajść daleko w życiu. Stawali się elitą.
Dwa aspekty… to kompletnie inna liga. Na zajęciach wspominano niejednokrotnie, że wartość Intuicji w okolicach 10 – zwykle predestynuje człowieka do dwóch Aspektów.
Pojedyncze doniesienia o trój-Aspektowych osobach wskazywały na wartość Intuicji w okolicach 20 – 25 punktów, a jedyna aktualnie znana osoba z czterema Aspektami, posiada Intuicję na poziomie ponad 50 punktów!
„Czemu moja Intuicja się nie ukazała?! Dlaczego reszta wartości z kolei i owszem?”
Pochłonięty strumieniem myśli odzyskał rozsądek, gdy zauważył, że wciąż ma przecież 15 lat i to nadal jest jego niepełny Wgląd, nawet jeśli częściowo został właśnie odsłonięty. Pozostało mu czekać na Zesłanie i odblokowanie pełni Wglądu. Do tego czasu obiecał sobie dać z siebie wszystko, by odsłonięte przed nim statystyki rozwinąć tak bardzo, jak tylko będzie to możliwe.
Przez ostatnie 3 lata pracował więc jeszcze ciężej niż wcześniej. Wartości jego statystyk wzrosły. W wieku zaledwie 18 lat osiągnął Siłę na poziomie 5, Wytrzymałość na poziomie 5, Zręczność na poziomie 7, Inteligencję na poziomie 8. Szczęście niezmiennie jawiło się z poziomem 20. Nie był to błąd, sprawdzał tę wartość codziennie, kilka razy, przez ostatnie 3 lata. Intuicja – pozostawała niedostępna.
Dostępne statystyki rozwinął częściowo ponad bazowy poziom przeciętnego dorosłego w kwiecie wieku. Niewielu rówieśników w ośrodku mogło pochwalić się podobnym osiągnięciem. Efekt tłumu nie stawiał go tak czy siak w dobrej sytuacji – niezrozumiała dla niego odwieczna niechęć nie znikała z nastawienia rówieśników i starszaków, lecz osiągając tak wysoki poziom Inteligencji i Zręczności nauczył się unikać nieprzyjemności bez wdawania się w konfrontację.
Teraz jednak był na nią gotowy – na konfrontację ze swoim losem. Zamknął temat porannej higieny, skończył ubierać strój – jedyny elegancki jaki posiadał. Strój pochodzący z Funduszu Zesłań – jedyny zrównujący wszystkich, jednego dnia. Dziś, wszyscy jego rówieśnicy – biedni i bogaci, leniwi i ciężko pracujący, życzliwi i okrutni – będą wyglądać dokładnie tak samo i zderzą się z dokładnie tym samym procesem. Zesłaniem Aspektu.
Właśnie dziś – w jego urodziny – przejdą odpowiedni rytuał, będący może i w gruncie rzeczy zwykłym, symbolicznym ceremoniałem, natomiast wciąż niesamowicie ważnym dla młodzieńców. Każdy w odpowiadającym Instytucie, dedykowanym danemu miastu, miasteczku. W dość niewielkim, liczącym ledwo 50 tysięcy stałych mieszkańców Elio, w którym spędził dotychczas całe swoje życie, droga do Instytutu z ośrodka opiekuńczego, który zamieszkiwał, zajmowała niecałą godzinę pieszo. Inauguracja, pierwsze przemówienia zaczynały się o godzinie 10:00.
Wybiła 9:00. Kątem oka, na sekundę przed wyjściem z pokoju, dostrzegł przez okno swojego jedynego przyjaciela. Radan jak zwykle okazał się tym bardziej niecierpliwym. Wyraźnie niezadowolony z konieczności oczekiwania na kamrata przestępował jak po rozżarzonych węglach z nogi na nogę.
— Bardziej gotowy już nie będę – westchnął pod nosem Tajan, zapinając ostatni guzik jednoczęściowego, nietypowo szerokiego, białego kostiumu.
Wyszedł z pokoju. Zamykając za sobą drzwi, uśmiechnął się. Pomimo stresu, napięcia wynikającego z ekscytacji pomieszanej z niepewnością – zasłużył też chyba na odrobinę radości, czyż nie?
[Kolejny rozdział już wkrótce!]